//////

O STADZIE GARIONA

Nas jednak interesują tu nie sprawy kultu, lecz mity związane z Herkulesem, a zwłaszcza ów o stadzie Geriona i o powstaniu Ara Maxima. W jaki sposób ukształtowała się ta opowieść? Niewątpli­wie pierwszym punktem zaczepienia był fakt, żc ołtarz znajdował się na Wolim Targu, co już samo prze/, się przypominało mit o Heraklesie, który przecież musiał przechodzić przez Italię,powracając z Zachodu ze stadem Geriona. Drugi szczegół topogra­ficzny, przyczyniający się do powstawania opowieści, to ołtarz w pobliżu tegoż Forum, poświęcony Jowiszowi z przydomkiem .Znalazca, względnie Ten, który pomaga znaleźć. I wreszcie fakt trzeci: w zachodnim zboczu Palatynu wyrąbane były ; stopnie skalne, zwane od niepamiętnych czasów Scalae Caci – Schody Kakusa. Nikt nie potrafił powiedzieć, co to była za istota – on sam i jego siostra Kaka.Zapewne, jak się domyślamy, chodziło o bóstwo czczone tu jeszcze przez najstarszych mieszkańców, przed przybyciem Latynów. 

LIWIUSZ TWIERDZI

Liwiusz twierdzi, że Numa pragnął wpoić swym prymitywnym poddanym zasady religijne i lęk przed bogami, aby zaś dodać swym słowom i naukom autorytetu, głosił, że powtarza przykazania istoty tajemniczej, nimfy, z którą spotyka się pokryjomu w gaju; w rzeczywistości zaś udawał się tam tylko po to, by w samotności dumać i obmyślać dalsze posunięcia. Podobnie ujmuje to Dionizjusz z Halikarnasu. Natomiast Warron podawał tłumaczenie zupełnie odmienne i poniekąd bardziej pomysłowe, toteż później właśnie na niego powołał się św. Augustyn mówiąc o tej  sprawie.Otóż Warron utrzymywał, że Numa uprawiał hydromancję, czyli wróżenie z wody; a ponieważ Egeria była nimfą wodną poszła stąd wieść, że właśnie ona doradza królowi.

DZIEJE RZYMU

Dionizjusza z Halikarnasu. Ten grecki pisarz żył u schyłku I wieku p.n.e., to jest prawie dokładnie 20 stuleci temu, i przez długi czas mieszkał w samym Rzymie. Dziejom tego miasta i państwa poświęcił 20 ksiąg historii, zatytułowanych Romaike archaiologia (Rzymska starożytność). Do naszych czasów,przetrwała dokładnie pierwsza połowa, ksiąg 10, obejmująca okres od legendarnych początków Rzymu aż do połowy wieku V. Z reszty ksiąg mamy dość ohszerne fragmenty. Było to więc dzieło niezmiernie obszerne, miejscami wręcz rozwlekłe, a przy tym podane w formie retorycznej i podpo­rządkowane pewnym założeniom moralizatorskim oraz tendencji, aby możliwie wiele italskich kultów, zwyczajów, instytucji wy­prowadzać z Hellady; w ten sposób dawała znać o sobie duma przedstawiciela ludu, który, choć pokonany politycznie, nie rezy­gnował z poczucia wyższości kulturalnej. Należy jednak stwierdzić, że postawa taka znajdowała pełne zrozumienie u Rzymian, chęt­nie, a nawet skwapliwie godzących się na to, że tak wiele zawdzię­czają Grekom.

Nauczenie nie wpadania w kłopoty

Rodzic ma wobec dziecka do spełnienia wiele zadań. Jednym z nadrzędnych i najważniejszych jest zapewnienie mu bezpieczeństwa. To zadanie można rozumieć i realizować na różne sposoby. Bo nie chodzi tu tylko o to, by strzec dzieci od tego, by nie stała się im krzywda w ten sposób, że będą izolowane od wszystkiego, co może sprawić im krzywdę. To nie jest najlepsza metoda, bo dziecko musi uczyć się samodzielności, jako że przecież kiedyś dorośnie i będzie musiało (a przynajmniej powinno) wieść samodzielne życie, podejmować swoje, własne decyzje i radzić sobie w życiu. Jeśli to nie zostanie wszczepione w młodości, to potem będzie im po prostu trudno. Nastolatki są narażone na wiele zagrożeń. Szkoła, ulica, plac zabaw czy choćby galeria handlowa pełne są ludzi i sytuacji, na które powinny być przygotowane, inaczej nie poradzą sobie z nimi. I tu jest najważniejsze zadanie rodziców, aby rozmawiali ze swoimi dziećmi o tym wszystkim, aby uczulali je na to co może je spotkać, czym to grozi i jak tego uniknąć.

Pomóc w nauce

Niezwykle trudnym okresem dla dziecka jest szkoła, dlatego też warto pomóc dziecku, aby doskonale radziło sobie z przyswajaniem nowej wiedzy i umiejętności. Z tego też względu każdy rodzic powinien pomóc dziecku w ćwiczeniu umiejętności koncentracji, ponieważ tylko w ten sposób nauka będzie dawała dobre efekty. Oczywiście żadne dziecko nie rodzi się z umiejętnością przyswajania trudnej wiedzy, dlatego też zdolność tę trzeba ćwiczyć. Dodatkowo chęć nauki zależy także od płci dziecka, ponieważ znacznie chętniej uczy się dziewczynka, zaś chłopiec woli grać w piłkę w kolegami, zamiast odrabiać zadania domowe. Presją dla dziecka jest także fakt, ze niekiedy wymagamy od zbyt wiele. Z tego względu każdy rodzic musi zdać sobie sprawę, że jego pociecha nie jest uzdolniona pod każdym względem, dlatego też lepiej radzi sobie z nauką przedmiotów humanistycznych, niż matematyki. Bądźmy dla dziecka wsparciem w codziennej nauce, wspierajmy go, chwalmy za osiągnięcia i nie negujmy porażek, które mogą się przydarzyć.

Pieniądze to nie wszystko dla dziecka

Wielu rodziców uważa, że ich obowiązek względem dzieci ogranicza się do zapewnienia im ubrania, wyżywienia, miejsca na ziemi i możliwości edukacji i na tym kończą się ich obowiązki względem potomków. Często to właśnie w takich domach dominuje przekonanie, że dziecko musi być mimo wszystko wdzięczne rodzicom i brak zadowolenia z tego, jak jest się wychowywanym jest natychmiast surowo karany. W domach tych, gdzie kara wypiera nagrodę trudno jest o zrównoważone wychowywanie dziecka a bardzo często to, jak dziecko przeżywa swoje pierwsze lata domowego życia, wpływa na jego późniejsze osiągnięcia i zachowania życiowe. W domu, gdzie nie używa się żadnych szczerych słów by porozmawiać o emocjach, dzieci nie zdobywają podstawowych narzędzi do okazywania własnych emocji. Jeśli miłość czy szacunek nie jest wyraźnie eksponowany w stosunkach międzyludzkich w domu, to dziecko nie nauczyły się tego. Wielu kwestii w szkole nie da się pokazać i wytłumaczyć – cały ciężar odpowiedzialności spada na rodziców.

Jak załagodzić konflikty między dziećmi

Każdy, kto posiada rodzeństwo zna z autopsji kłótnie między rodzeństwem. Szczególnie jeśli jest to rodzeństwo tej samej płci, konflikty są nieuniknione. Każdy pamięta też, że rolę mediatora przyjmują wówczas rodzice. I nie jest to wcale rola prosta. Zazwyczaj zdajemy sobie z tego sprawę, gdy sami musimy pogodzić własne dzieci. Najpopularniejszym i najgorszym sposobem jest zmuszenie dzieci do pogodzenia się, przeproszenia, podania sobie ręki. Jest to sposób najgorszy bo sztuczny. Dzieci nadal są zwaśnione, a godzą się na niby dla świętego spokoju. Innym sposobem jest rozmowa z dziećmi. To sposób najlepszy, ponieważ będący próbą dojścia do konsensusu i prawdziwego rozwiązania konfliktu. Czasami nie da się rozmawiać z dwojgiem naraz. Najlepiej najpierw przeprowadzić rozmowę z każdym z osobna, a dopiero potem rozmawiać otwarcie, w trzy osoby. Nie warto ustawiać się w roli sędziego. Lepiej zostać mediatorem. Niech dzieci, przy naszej pomocy same dojdą do rozwiązania, do tego kto popełnił błąd, kto tym razem zawinił. Dzięki temu będą miały poczucie dorosłości i dojrzałości.

Fatalny stan nawierzchni na wsiach i w małych miasteczkach

Aby dzieci i nastolatki mogły chodzić do szkoły, potrzebne są im niewątpliwie dwie rzeczy. Szkoła i droga która do tej szkoły prowadzi a zwłaszcza gdy ta szkoła jest oddalona od miejsca zamieszkania dziecka o kilka lub kilkanaście kilometrów. Załóżmy więc że dziecko mieszka w małej wiosce, oddalonej od szkoły o dwadzieścia kilometrów i żadnej drogi dojazdowej z wsi nie ma, droga, zaczyna się dopiero w mieście. Nie ma sposobu by dojść pieszo, bo przecież za daleko. Autobus szkolny nie dojedzie do wsi gdzie nie ma żadnej drogi, prócz bagnistych bezdroży. Jest więc impas. Rząd rok w rok, obiecuje poprawę stan dróg na wsiach i w małych miasteczkach, jednak obiecać nie grzech, dlatego też w zasadzie żadna z tych obietnic nie została spełniona. Dróg jak nie było tak nie ma. Wiele razy widzimy małe dzieci i młodzież idącą poboczem drogi, koło której nie ma nawet żadnego chodnika. To jak się okazuje ich jedyna droga do szkoły. Nic się nie zmieniło i nie zanosi się na to, aby cokolwiek miało zmienić się w najbliższym czasie. Nie wiadomo ile to jeszcze potrwa. Może następny rząd coś z tym zrobi?

Szkolne wagary

Wielu uczniów uważa wagary za fajną zabawę. Oczywiście one nie są zabawą i każdy powinien przestać w ten sposób myśleć. Każdy z nas niejednokrotnie był na wagarach i wie doskonale, ze to wielka adrenalina, jednakże do czasu. Jeśli raz w roku czy nawet jeszcze rzadziej pójdziemy na wagary to nie stanie się żadna tragedia, aczkolwiek jeśli tylko zaczniemy przesadzać z nieobecnościami do tego stopnia, ze zostaną one zauważone przez nauczyciela to najwyższy czas wziąć się w garść i zaprzestać tego typu zachowań. Niejednokrotnie jednak każdy z nas oczekuje, ze nauczyciel nam odpuści, a jeśli nie to jest z niego wielki wapniak. Tak nie jest. Nauczyciel ma nas wykształcić na prawowitego człowieka, a nie ułatwiać kłamstwo i pomagać w nim. Taka jest szkoła, ma nas kształcić i nie oczekujmy od nauczyciela, ze będzie nam to pobłażać. Jeśli nie chcemy chodzić do szkoły to zrezygnujmy z niej, a jeśli jest ona dla nas jeszcze obowiązkowa to z tego obowiązku się wywiązujmy. Każdy na nas liczy.

CECHY WSPÓLNE

Wszystkie przytoczone mity mąją jedną cechę wspólną:założenie Rzymu umieszczają w czasie tuż po upadku Troi, a co najwyżej jedno lub dwa pokolenia później. Obliczenia najpowszechniej przyjmowane w starożytności, datują zdobycie miasta Priama na rok, który według naszego sposobu liczenia lat byłby 1184 p.n.e. Natomiast powstanie Rzymu historycy dość zgodnie datowali mniej więcej na połowę wieku VIII p.n.e. – najczęściej na rok 753. Dzieliło więc te dwa wydarzenia około 450 lat! Zatem trzeba było albo przyjąć, że zakładano Rzym dwukrotnie, to jest raz niedługo po wojnie trojańskiej, drugi zaś raz w 15 pokoleń później, albo też czymś wypełnić przepaść prawie pięciu wieków. Dokonano tego wstawiając w tę lukę listę królów latyńskich panujących w mieście Alba Longa. 

ZGODNE WSPÓŁŻYCIE BÓSTW

Pewnego razu bogini Cybele  zwana Matką Bogów, zaprosiła niebian na swą świętą górę Ida w pobliżu Troi. Wezwała też nimfy i satyry, a zjawił się również, choć nikt go nie prosił, stary Sylen na swym osiołku. Uczta trwała przez t całą noc, a potem goście rozeszli się dla odpoczynku i prze- ‚ chadzki po zboczach lesistej góry; część z nich zabawiała się ! grami lub tańczyła. Westa zaś, zmęczona i niezbyt chętna ! tłumnym rozrywkom, zasnęła w ustroniu na trawie. Spostrzegł to lubieżny bożek Priap, jurny stróż ogrodów i sadów, krążący wokół i tylko wypatrujący, którą nimfę dałoby się schwytać. Już się podkradał, aby zaskoczyć i obłapić śpiącą,ale na szczęście dla niej w tymże momencie osioł Sylena, uwiązany w zaroślach nad pobliskim strumieniem, ryknął przeraźliwie. Zerwała się Westa, ujrzała Priapa, podn iosła krzyk. Przybiegli zewsząd bogowie, a schwytany niemal na gorącym uczynku Priap ledwie zdołał ujść cało z ich kręgu. Ta scena zabawy niebian, tak swobodnie i wręcz z lubością i odmalowana przez poetę, mogłaby stanowić świetny temat obrazu w rodzaju tych, jakich tyle malowano w wiekach nowożytnych we Włoszech i Francji. Ma ona jednak jeszcze inny walor. Stanowi mianowicie wręcz klasyczny przykład i dowód, jak w okresie wczesnego cesarstwa zgodnie współżyły w wyobraźni świata grec­ko-rzymskiego bóstwa różnego pochodzenia. 

U STÓP PALATYNU

Najbardziej jednak znana była opowieść o przygodzie, jaka spotkała Herkulesa u stóp Palatynu, a więc na terenie przyszłego Rzymu. Przytaczają ją, aby wymienić tylko szersze ujęcia, Dioniz- jusz z Halikarnasu, Liwiusz, Wergiliusz, Owidiusz. Pomijając drobne różnice i odmienności ornamentyki, zasadnicza treść brzmi u wszystkich tych autorów tak samo:Herkules wracając z bydłem do Grecji, zatrzymał je na popas na bujnej murawie, a sam znużony trudami wędrówki mocno zasnął. Kiedy zbudził się o pierwszym brzasku, nie doliczył się wszystkich sztuk stada; zaginęły właśnie te najpiękniejsze. Dostrzegł wprawdzie ślady kopyt w pobliżu jaskini na zboczu Palatynu, ale prowadzimy one wyraźnie na zewnątrz, od jej wyjścia ku dolinie. Szukał więc dalej, póki w pewnej chwili nie posłyszał ryku dochodzącego jakby spod ziemi, bo z jaskini. Zawrócił tam natychmiast, lecz u wejścia stał olbrzym Kakus, syn Wulkana, groźny rozbójnik, zagra­dzając drogą i broniąc wstępu; wołał, że to jego domostwo i bydło. Lecz Herkules nie ustępował. Podejrzewał, że Kakus wciągnął krowy do środka, wlokąc je za ogony, tak że ślady zwierząt prowadziły w odwrotną stronę. Doszło wresz­cie do bójki między Herkulesem i Kakusem. Zbój padł martwy, ugodzony maczugą Herkulesa. Odgłosy kłótni i walki ściągnęły okolicznych pasterzy. Powitali oni radośnie herosa, który uwolni£ich od niebezpiecznego sąsiada. Zjawił się też Ewander, przywódca osady. Usłyszawszy imię gościa, zakrzyknął, że jego matka, Karmenta, już przed wielu, wielu laty zapowiadała mu przybycie bohatera. Zbudowano ołtarz, przy którym sam Herkules złożył swemu ojcu Jowi­szowi pierwszą ofiarę, wybierając jedną ze sztuk stada.

SYLWANUS

Mówiąc o Faunie trudno nie wspomnieć o najbardziej doń podobnej postaci w panteonie bóstw Italii, o Sylwanie; istocie podobnej, a nawet w pewnym sensie tożsamej. Rzecz. w tym, że nazwa sihunus – leśny, pierwotnie mogła służyć za jedno z określeń Fauna; lecz z biegiem czasu ów przymiotnik usamodzielnił się, nabrał cech osobnego imienia, a skoro było już imię, wypadało też, aby nosiła je tylko jedna osoba. I tak powołano do bytu odrębne bóstwo. W najdawniejszej epoce Sylwanus reprezentował te groźne tajemne moce. jakie czają się w mroku lasu, ale w pewnej chwili mogą wtargnąć w obręb domostwa. Taki wniosek nasuwa się, gdy czytamy u św. Augustyna wywód, zaczerpnięty oczywiście z dzieł Warrona. Mowa tam o tym, co czynili wieśniacy italscy tuż po porodzie, bojąc się, by Sylwan nie wszedł do obejścia w nocy i nie dręczył położnicy.